Jak być lepszym rodzicem

Katarzyna Wychowanie

Sprawa jest prosta. Wyraz zaczyna się na „s”.

Stanowczość? Nie

Surowość? Też pudło

To żadna rewolucja. Ani filozofia wpisująca się w modne metody wychowawcze. Chodzi o rzecz bardzo prostą. O spotkanie drugiego człowieka.

Odkąd w święta zrezygnowaliśmy z internetu (dobra, to były tylko 3 dni) zauważyłam, że czasu jest jakoś więcej. Życie bez internetu nie różni się szczególnie od tego z nim (no, okazuje się że nie jesteśmy uzależnieni). Ale właśnie, tego czasu przybyło, a także zajęć, które można wykonywać wspólnie.

Teraz już nie ma zakazu, internet powrócił do łask. Jednak sukcesywnie zauważam, że rzeczy, które „muszę zrobić” w większości wcale nie należą do tej grupy. Może ma to związek z lenistwem, któremu się poddaję na kilka dni przed porodem? Mniejsza z tym, w każdym razie po wieczornym czytaniu dla Kai, nie wypadam z jej pokoju w pośpiechu z myślą o konieczności posprzątania kuchni i pozbierania rzeczy w łazience oraz uładzeniu wielu innych spraw. Albo kuchnia sama się posprząta, albo zrobi to Kuba, albo będzie brudna do jutra. Trudno.

W zamian za to spędzam z córką wspaniałe momenty. Gdy już skończyłyśmy czytać „Lottę z ulicy awanturników” zajęłyśmy się rozmową na tematy różne. Przyznam, że nie tak często mamy okazję do takich śmieszno-poważnych, wieczorno-przydługich pogawędek. Bo zawsze jest jeszcze „coś”, co czeka i wygania mnie z pokoju dziecka, lub przynajmniej nie pozwala zrelaksować się na tyle, by być na 100% myślami i ciałem w jednym i tym samym miejscu.

Takie rozmowy pozwalają mi poznać moją sześciolatkę od innej strony. Nie jako „moją córkę”, ale kompana do wymiany obserwacji i osoby, którą szczerze się lubi. „Moje dziecko” to niezależna osobowość, o swoistym poczuciu humoru i indywidualnym spojrzeniu na świat. Z tych rozmów czerpię bardzo dużo przyjemności, są jak spotkanie z przyjaciółką, z którą w dodatku można się przytulić (a w razie potrzeby także ogrzać stopy).
Może to wstyd, że o tym piszę, bo takie sprawy wydają się wam tak oczywiste, jak to, że w poniedziałek idziecie do pracy. Ja jednak często robię rzeczy rutynowo. Jest wieczorne czytanie, krótkie przytulanie (ewentualnie drapanie po pleckach) i dobranoc. Może nie w wielkim pośpiechu, ale też bez przeciągania. A właśnie w tych momentach, kiedy udaje się „rutynowe spotkanie” wydłużyć bez stawiania jakichś granic,  niespodziewanie przychodzą piękne chwile.

Jednym z podobnych momentów miał miejsce w Danii, w wynajętym domu, w którym znajdowała się ogromna wanna z jacuzzi. Spędziliśmy tam z niespełna czteroletnim Mateuszem z 1,5 godziny, bawiąc się w rycerza, który broni księżniczkę, chlapiąc się i wygłupiając. Nie stresowałam się, że trzeba zająć się „ważnymi sprawami”, a woda w wannie  nie stygła. Byliśmy pochłonięci zabawą bez reszty. Poczułam wtedy, że to chwile, które nie zdarzają nam się zbyt często. A są bardzo potrzebne mnie, a przede wszystkim dzieciom.

Inaczej sprawa ma się z młodszymi dziećmi. Wyrażają siebie na swój sposób, bardziej niewerbalnie. Z naszym dwulatkiem „spotkania” to głównie wygłupianie, śmiechy i czułości. Też super sprawa, choć w przypadku maluchów raczej spontaniczna oczywistość.

Czym innym jest wspólne wyjście na plac zabaw, do parku, na wycieczkę. Wtedy jest wiele innych bodźców. Pewnie, że to też wartościowy czas spędzany razem. Ale jednak inny. Czym innym jest czytanie książek, układanie klocków, rysowanie. Tak, to wszystko są ważne i wartościowe chwile razem. Jednak zawsze są gadżety, które przenoszą środek ciężkości z osoby na czynność. Wtedy, gdy właściwie nic się nie dzieje wokół i jesteśmy sam na sam z dzieckiem, poddając się spontanicznie rozwojowi sytuacji (bez patrzenia na zegarek i bez myślenia o nawale obowiązków) przychodzą momenty, które pozwalają na prawdziwe spotkanie. Bez prób edukowania „przy okazji”, a przede wszystkim bez podziału na role: „rodzic” i „dziecko”. W tych chwilach są po prostu dwie OSOBY, które lepiej się poznają, wzmacniają więź i przyjaźń i jeszcze bardziej przybliżają się do siebie. I właśnie w takich okolicznościach najczęściej słyszę: „Fajnie mieć taką super mamę”.