I po trzecie

admin Wychowanie 4 Comments

Znów wrzask. Znów położył się pod szafkami w kuchni i krzyczy przeciągając końcówki „nieeeee, nieeeee” (lub cokolwiek innego, ale z tym akcentem). Złości się, często na mnie. Jakby mnie nie znosił. A przecież wiem, jak mocno mnie kocha. On też wie, że bardzo kocham jego. Mojego syna, niejedynego.

Cóż robię? Przytulam mocno i szepczę do czerwonego od złości uszka. Tak, czasem mi się to udaje, czasem. Innym razem dołączam do emocjonalnej nuty dziecka i krzyczymy oboje, oboje zezłoszczeni, nakręcając się, całkiem bez sensu.

Tak, absolutnie wiem, że to bez sensu. Jednak moja jakże ludzka natura bywa silniejsza od  rozsądku i logiki, i jak to sangwinika, krew mnie czasem zalewa. Ale nie usprawiedliwiam się tym, mea culpa, próbuję dojść do źródła.

No właśnie, kłopoty zaczęły się, gdy najmłodszy w rodzinie przestał być najmłodszym. Najstarsza córka łatwo zaakceptowała pojawienie się młodszego brata. Początkowo była dość sceptyczna, ale szybko dostrzegła plusy posiadania rodzeństwa. A gdy na świat przyszło trzecie dziecko zareagowała entuzjastycznie i ten entuzjazm wciąż trwa (prawie trzy lata). Okazuje się, że życie że życie z dwójką braci jest jeszcze fajniejsze.

Ale jak to bywa w świecie, nie tylko polityki, zdania są podzielone. Pojawienie się młodszego brata środkowe dziecko potraktowało jako kradzież uprzywilejowanej pozycji najmłodszego. Od tej pory zaczęły się dla niego chyba trudniejsze czasy. Początkowo byliśmy przekonani że nie jest zazdrosny o młodszego brata, przecież był dla niego serdeczny. Jednak zaczął dość specyficznie reagować na mnie (próbka tego zachowania znajduje się w pierwszym akapicie). A że akurat miało to miejsce, gdy skończył dwa lata, łączyliśmy to z „buntem dwulatka”. Jednak synek skończył trzy latka, a potem cztery, a męczące zachowanie nie minęło. Przyznam, że długo nam zajęło odkrycie, co dziecko chce nam zakomunikować (pytany o przyczyny swojej złości zawsze mówił, że nie wie, dlaczego tak się zachowuje, że chce być dla mnie miły).

Autorzy poradników piszą, by po pierwsze nie faworyzować żadnego z dzieci. Tak staraliśmy się robić i bez poradników. Po drugie, by jednakowo hucznie obchodzić urodziny środkowego dziecka – nie wyobrażam sobie inaczej. Z pewnością popełniliśmy błędy, a przede wszystkim przeoczyliśmy istotny fakt, że w tej szczególnej sytuacji, gdy pojawia się młodsze rodzeństwo, starsze (a zwłaszcza środkowe) dzieci wcale nie potrzebują tyle samo uwagi, co najmłodsze. Bo po trzecie: potrzebują jej dużo więcej. Nam wydawało się, że potrzeby środkowego synka jeśli chodzi o wspólnie spędzany czas i naszą uwagę są zaspokojone wystarczająco, bo w równym stopniu, co rodzeństwa. Dlatego trudno było nam skojarzyć jego „buntownicze” zachowanie właśnie z tym wymiarem. A okazało się, że po równo to w jego przypadku za mało. Gdy tylko doznałam olśnienia w tym temacie zapisałam nas na zajęcia, na których maluchy ćwiczą z rodzicami (chce tam chodzić ze mną), odbieram go czasem dużo wcześniej z przedszkola i spędzamy kilka godzin tylko we dwoje, zaplanowałam również trzydniowy wyjazd tylko dla nas. Czasem trochę się obawiam, czy nie przesadzę w drugą stronę, ale póki co widzę dobre rezultaty. Każde dziecko potrzebuje osobistej przestrzeni z rodzicami, każde chce być czasem „jedynakiem”. I w miarę możliwości próbujemy stwarzać takie sytuacje każdemu z naszych dzieci. W tych okolicznościach nawet się cieszę, że nie mamy siódemki, bo to by było wielkie wyzwanie.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Comments 4

    1. Post
      Author
  1. To, że zauważyliście, że doszliście do tego, to już bardzo dużo. Bycie środkowym dzieckiem jest beznadziejne i powie Ci to każdy środkowy (pierwsze dziecko było kiedyś jednakiem i to jego przywilej, bycie najmłodszym to trochę bycie jedynakiem od końca – przywilej do końca życia). Więc wasze starania raczej powinny przynieść mu rekompensatę za tę niesprawiedliwość losu… Powodzenia

    1. Post
      Author

      To niesprawiedliwość, aż tak? No mam nadzieję, że nie zawsze i że nasz synek jest (i będzie) szczęśliwy, rodzeństwo też. Teraz zastanawiam się jak to możliwe, że wcześniej nie wpadliśmy na to. I przykre czytać, że taki masz wspomnienia z dzieciństwa. Bo oczywiście że KAŻDE dziecko jest cennym skarbem. Pozdrawiam ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *