Georgetown w pełnym słońcu

admin Malezja 4 Comments

Georgetown znajduje się w północnej części Malezji na wyspie Penang. Słynie z wyśmienitego jedzenia, pięknej kolonialnej architektury i sztuki.

Dostaliśmy się tutaj autobusem – około  5 godzin jazdy z Kuala Lumpur. W pojeździe są szerokie siedzenia, zapłaciliśmy za trzy i to było idealne dla naszej piątki. Płaci się za miejsce, od podróżującego zależy, czy dziecko chce mieć na kolanach, czy na osobnym fotelu (1 miejsce kosztuje 35-38 RM/zł).

P1100956   P1100952

To przyjemna odmiana po KL. Ludzie są serdeczni, dużo bardziej uśmiechnięci. Mieszkamy w  Chinatown, atmosfera przypomina mi mój rodzinny Kraków, choć nie widziałam żadnej budki z preclami.

P1100972

Za to wieczorem na ulicę wyjeżdżają wózki z przysmakami, przygotowywanymi na oczach przechodniów.

P1100988P1100963

Owoce morza, mięsa, warzywa, pikantne sosy. Najgorsze, że pod kołderką przypraw lub panierki nie sposób odgadnąć, co jest w środku. Trzeba eksperymentować.

Miejsce na pierwszy nocleg wybrały właściwie dzieci. Weszliśmy do pierwszego z brzegu hostelu i gdy właściciel pokazał nam pokój z piętrowymi łóżkami (czwórka) zapiszczały z radości i już się z niego nie dały wyprosić.

P1100960

W porządku, zostajemy. Warunki w łazience jak na obozie przetrwania, ale jedną noc damy radę. Choć po zapyziałym Chill Out Hotel chcieliśmy poczuć trochę luksusu czystości, musieliśmy przełożyć to na następną noc.

P1110008

Gdy szukaliśmy hostelu na kolejne noclegi okazało się, że nie wszyscy przychylnie patrzą na liczną rodzinę. W jednym z nich właściciel stwierdził, że możemy zostać, pod warunkiem, że dzieci nie będą biegać. Innymi słowy, że na czas pobytu mają zamienić się w dorosłych. Jednak bez większego trudu znaleźliśmy odpowiadające nam lokum. W takim upale jest dla nas ważne, by dzieciaki miały miejsce odpoczynku, chłodny azyl, gdzie klimatyzator nastawiony na 24 stopnie C przynosi ulgę.

Jest sporo interesujących miejsc do zobaczenia, ale w ciągu dnia upał roztapia mózg i nie mamy sumienia ciągać dzieci po rozgrzanych ulicach bez przerwy. Próbujemy znaleźć atrakcje we wnętrzach. Tak trafiliśmy do Muzeum Zabawek. Opłata za wejście do niewielkich pomieszczeń jest symboliczna (dorośli 6 Rm, dzieci 3).

P1110040 P1110042

Dzieci miały duży ubaw, można dotykać wiele „eksponatów”, jeździć zabytkowymi hulajnogami, strzelać. Prowadzący muzeum jest handlarzem antyków i od 30 lat zbiera zabawki. Niektóre przypomniały mi dzieciństwo, są i takie, którymi bawili się nasi rodzice i dziadkowie. Po wybawieniu przyszedł czas na sztukę. Przy tej samej ulicy znaleźliśmy miejsce Kids EXPO z wystawą prac plastycznych dzieci. Na piętrze, pośrodku sali wystawowej stała ławka, na niej papier, kredki. Kaja zainspirowana rysunkami dzieci zaczęła tworzyć własne dzieło, Mateusz zajadał cukierki leżące na stoliczku w kącie.

P1110071

Gdy upał nieco zelżał zaczęliśmy poszukiwać murali, zdobiących budynki, przy okazji poznając lepiej Chinatown. To dzielnica z mnóstwem kolonialnych kamieniczek, gdzie obok odrestaurowanych budynków próchnieją te nadgryzione zębem czasu.

murale Georgetown chłopiec z motorem murale Georgetown

P1110137 P1110120

murale Georgetown

 

 

 

P1110309   P1110284

 

P1110353

P1110018

Dzieci się nie nudziły, choć nie szczególnie się wciągnęły. Kolejna dawka dobrej zabawy miała miejsce następnego dnia. Najpierw autobusem spod Komtaru (302, 401, 401E, bilet 2,70 Rm, dzieci bezpłatnie) pojechaliśmy do Świątyni Węża. Legenda głosi, że gdy pewien mnich z Chin, który zamieszkał w tej świątyni ponad 100 lat temu zobaczył, że węże przychodzą do środka, uznał to za dobry znak i nie pozwolił ich wyrzucić. Od tamtej pory węże znajdują w tym miejscu schronienie. I choć wyglądają na sztuczne wylegując się leniwie na drewnianych stojakach, są jak najprawdziwsze. Kuba uważał, że to gumowe podróby, ale gdy zamachałam jednemu przed oczami, poruszył się w tak gadzi sposób, że Jakub stracił wszelkie wątpliwości.

P1110160

P1110164

W czasie naszej wizyty w świątyni jeden z nich spełznął do wiadra. W sali obok świątyni wdarł się akcent nieporządany, biedne węże boa służą za rekwizyt do zdjęć, wykonywanych chętnie przez rzesze zwiedzających (40 Rm). Jak nie lubię węży, tak było mi ich szkoda.

 

Comments 4

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *