Gdy życie uwiera

Katarzyna Styl życia 4 Comments

No, czasem uwiera, jest jakby za ciasne. Albo zbyt szare, lub po prostu trudne.

A my przecież chcemy płynąć z prądem. Na fali powodzenia zaliczać sukcesy, bez większego wysiłku zdobywać nagrody. Albo przynajmniej wygodnie żyć.

Czasem w życiu drażnią detale. Takie upierdliwe szczególiki, które drapią jak metka, czy szwy w bluzce. Robi się nieprzyjemnie. Teoretycznie sami wybieramy, na czym koncentrujemy uwagę. Którym nastrojom i emocjom dajemy moc. Jednak niewielu ludzi ma nad tym pełną kontrolę.

Bywa, że jest za dużo (obowiązków, pracy, kłótni). Lub za mało (pieniędzy, ciepłych słów). Gdy myśli krążą zbyt długo wokół braku lub nadmiaru, nie ma czasu na spojrzenie na wszystko to, co jest dobrze. Czas przemija.

To zmarnowane chwile. Czasem się na tym łapię. Głupia kłótnia, nieporozumienie, zmęczenie. I zły humor mam. I jakoś zwykle uważam, że mam też prawo (ba, obowiązek) przekazać go dalej. Mężowi. Dzieciom. Kto się nawinie, trochę go dostanie.

Nie zaraz, nie każdy. Jeśli do domu przyjdzie sąsiadka, pewnie uśmiechnę się do niej, jakby nigdy nic. Dla obcych będę uprzejma. Dla bliskich nie taka znów miła. Stracone godziny, zmarnowane dni. Na szczęście u nas to raczej chwile. Przyjęliśmy z Kubą zasadę, że mamy trzy minuty na to, by się pogodzić. Działa (prawie) zawsze. I jest super, gdy złość tak szybko przemienia się w przebaczenie. Wiecie co triumfuje. A to „coś” jest przecież najważniejsze w życiu.

Niedawno w pracy opanował mnie zły humor. Z osobistego powodu. Zwykle mam dość sympatyczną powierzchowność (tak mi się zdaje), ale tego dnia pomyślałam sobie „Mam was wszystkich w tym samym miejscu”. I przez dłuższą chwilę z grobową miną podawałam kawę i sprzedawałam inne „must have” ze stacji. I znów pomyślałam (to był chyba jakiś wyjątkowo refleksyjny dzień 😉 )”Czemu ci wszyscy ludzie, którzy tu przychodzą mają dostawać strzał negatywnych OANDA emocji. Przecież niczemu nie zawinili”. Wróciłam więc do stanu równowagi, uśmiech spontanicznie powrócił na usta i nawet sprawa, która mnie tak rozdrażniła, zbladła. I wtedy jakiś starszy pan, któremu wydawałam resztę, powiedział: „Dziękuję. Zawsze jesteś uśmiechnięta i od razu mi się humor poprawia”. Zaskoczył mnie. Nie tym, co powiedział, ale z powodu tego KIEDY to zrobił. Jakby na potwierdzenie, że zawsze warto próbować wyjść poza obszar negatywnych emocji.

I znów pojawiła się refleksja: „Czemu nie myślę tak o moich bliskich?! Przecież to ich najbardziej kocham i im chciałabym przychylić nieba”. A tymczasem zdarza się, że zamiast przychylać nieba, sprowadzam burzę.

Dla mnie to duże wyzwanie, żeby nie obdarowywać otoczenia złym nastrojem. Gdy życie uwiera nie muszę nic mówić, wystarczy na mnie spojrzeć, by stracić dobry humor. Nie sposób pozbyć się wszystkich szwów i metek z ubrań. I wszystkich niedogodności z życia. Ale spróbuję zmienić trochę reakcję. Spróbuję być bardziej zadowolona i świadoma, że radość, tak jak i złość, nie ginie w próżni. Tylko odbija się tysięcznym echem i wibruje, współtworząc świat. Tak, współtworzymy świat naszymi emocjami. Ja bym chciała, żeby z każdym dniem stawał się lepszy. A Ty?

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage

Dobrego dnia!

***

Comments 4

  1. Niestety też tak mam i faktycznie zły humor i niepowodzenia zawsze odbijają się na najbliższych… Wszyscy „dalsi ” uważają, że zawsze mam świetny humor i tryskam radością…

    1. Post
      Author

      Tak to jest. Najłatwiej nam się obnażyć emocjonalnie przed tymi, którym najbardziej ufamy, czasem ich kosztem niestety. Ściskam 🙂

  2. I wiesz co, wazne zeby nie zwlekac dlugo z powiedzeniem ,, przepraszam ” . Usmiechnietego i slonecznego 13tego Ci zycze 🙂 . No i dluuugi weekend przed nami . Pozdrawiam Ania

    1. Post
      Author

      Tak, to ważne, choć czasem nie chce się przecisnąć przez gardło. A wiesz, mój mąż nauczył mnie pewnego triku. Kiedy jestem nadąsana, a tak naprawdę wina leży po mojej stronie (i gdzieś w środku to wiem, choć duma nie pozwala mi się do tego przyznać) on pierwszy mówi „przepraszam”. Też to czasem robię, choć zwykle radzimy sobie bez tych „podstępów”.
      Serdeczności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *