Gdy tęsknię. Z życia emigranta

Katarzyna Emigracja 21 Comments

Znów wszystko zwalam na pogodę. Bo gdy tak między zimą a wiosną, między szarym niebem a roztopioną ciapą śniegu, to mi się nie podoba wcale. No i więcej myślę o tym wszystkim, co wokoło. O tym wszystkim, co też mi się nie podoba. I najchętniej spakowalabym manatki i wróciła do Krakowa.

Wiem, że są takie osoby, które nigdy nie pożałowały swojej decyzji o emigracji, ani nawet szczególnie nie tęsknią. Bo tu żyje się lepiej. To jest prawda. Ja w zasadzie też nie żałuję, że wyjechałam. Ale coraz częściej myślę o tym, żeby wrocić.  Zwłaszcza w dni jak ten, kiedy znajduję dużo szarości, dużo „ale”.

Bo nie jestem przekonana do tego, że chcę, żeby moje dzieci dorastały wśród norweskich. Po prostu, wolałabym, by rosły na swojej ziemi.

Bo wiem, że nigdy nie poczuję się tutaj całkiem „u siebie”. Nigdy nie będę myśleć jak Norwedzy. Wyrosłam w innych okolicznościach przyrody, niż miejscowi.

Bo ta pogoda, tyle szarych dni.

Bla bla bla, pewnie długo bym mogła.

I gdy w takie dni myślę o powrocie, to już widzę, jak zapisuję Kaję do jakiejś fajnej szkoły. Już widzę to słoneczne lato i nas, uśmiechniętą rodzinkę. Już widzę domeczek pod Krakowem, o którym sobie marzę. Tyle fajnych rzeczy widzę. Takich, których tu w szare dni nie dostrzegam.

Ale łapię się na tym, jak prawdziwe są słowa o bardziej zielonej trawie wszędzie tam, gdzie nas nie ma. Dociera do mojej przesilonej wiosennie głowy, że jak byłabym w Polsce, to w gorsze dni pewnie też pakowałabym walizki. Przynajmniej mentalnie.

Bo właśnie, zapomniałam, co nas z Polski wygnało. Kuba pamięta i w takich chwilach mówi:

– Dobrze, możemy wracać, ale wiesz, że więcej nie zobaczysz mnie uśmiechniętego.

Rzeczywiście tak było przed wyjazdem. Jakub po ślubie stasznie nie mógł pogodzić się z myślą, że mimo wysiłków i ciężkiej nieraz pracy żyliśmy w zasadzie w ciągłym „dołku finansowym”. Ja się szczególnie nie przejmowałam, nie mieliśmy jeszcze dzieci i było w miarę ok. Ale w nim narastała frustracja. Jak na przykład wtedy, gdy nie mogliśmy kupić zimowych opon do samochodu.

Tego z pewnością nie chcę (źle się jeździ na letnich oponach zimą; nawet na rowerze, a jeszcze gorzej patrzy na zestresowanego męża). Szukam pomysłu na dobry biznes. Na razie bezskutecznie. Co prawda mamy umowę, że jeśli na blogu zacznę zarabiać więcej niż on w pracy, to wracamy. Ale powiem wam w tajemnicy, że chyba prędko to nie nastąpi. Bo na razie nie zarabiam.

Więc pewnie przez najbliższy czas przyjdzie mi żyć z rozterkami. I z obrazem sielankowej Ojczyzny w głowie.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać. Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

Comments 21

    1. Post
      Author
  1. Zgadzam się z tym co napisałaś w 100%.
    Czuje się dokładnie tak samo i mam te same rozterki.
    Szukam rozwiązania ale póki co brak pomysłów.

    1. Post
      Author
  2. Podzielam Twoje stany niejednokrotnie. Zwlaszczaw okresie pozimowym jak obecnie. Aura sprzyja takim stanom w moim wypadku… I wowczas rozbicieczuje sie dotkliwiej…

    1. Post
      Author
  3. Wiesz co , mysle ze kazdego z nas tutaj dopadataka melancholia. Na poczatku jest inaczej . Bo wciaz tylko pracujesz , odkladasz na to lepsze zycie, wszystko jest takie inne – piekne, przynajmniej tak to widzisz. Po latach , jak juz sie napracowalas na szesciu etatach , doszlas do wniosku ze nie wartko, bo potem musisz to i tak nadplacic w Skatte , jak juz dorobilas sie tego co chcialas -domu, samochodu , a wreszcie i pozycji wsrod tubylcow zaczynasz dostrzegac to wszystko czego wczesniej nie widziales. Widzisz roznice w kulturze, widzisz ze nie wszystko juz cie cieszy , ze ta szarosc jest czasami nie do zniesienia i szara jak cholera . I zaczynasz szukac , szukac wyjscia z tego impasu. Bo niby powinnas byc najszczesliwsza osoba na swiecie , atak jednak do konca nie jest. Piszesz o tesknocie, mnie ona tez boli. Tylko najgorsze jest to , ze po latach nasze rodziny w kraju przyzwyczajaja sie do tego ze nas nie ma w zasiegu reki. A jak jeszcze nikogo finansowo nie wspierasz to to wyparcie nas z rodziny nastepuje jeszcze szybciej. A swiadomosc , ze jednak nikt za nami nie teskni doluje nas jeszcze bardziej . Bo stac sie musi cos strasznego , zeby ktos do nas zadzwonil albo przyjechal bez naszej pomocy. Czy tesknie ? Bardzo. I tylko licze lata do emerytury i chce wracac. Pomimo , ze jestem szczesliwa, kochana to jednak tesknie za tymi cieplymi latami, za motylami w ilosciach niezmierzonych, za zlotymi lanami zboz , za kwiecistym majem, za biela kwitnacych kasztanow , za pierogami w kazdym barze , za bocianem na kazdej lace , za…….. . Moglabym tak w nieskonczonosc . I pomimo tego co dzieje sie tam na scenie politycznej, to nikt mi nie obrzydzi tego za czym tesknie. Pozdrawiam Ania ps. jest lepiej, bo dwa na plusie, snieg sie topi no to moze i wiosna przyjdzie 🙂

    1. Post
      Author

      To przykre, jeśli w Polsce nikt już nie tęskni. My mamy małe dzieciaki, więc Babcie i Dziadek z pewnością bardzo tęsknią. I myślę, że moja tęsknota jest coraz mocniejsza właśnie poprzez dzieci. Bo widzę, jaką radością są dla nich pobyty tam, mimo, że wszystkie urodziły się w Norwegii. Czasem mi się zdaje, że gdybym dzieci nie miała, to bym tęskniła o wiele mniej. Nie robię planów, cieszę się tym, co jest, tylko czasem właśnie ta melancholia (swoją drogą, gdybyśmy były w Polsce też byśmy ją odczywały, tylko z innych powodów). Ale wiosna przyszła z odsieczą, dziś w słońcu 15 st 🙂 Pozdrawiam serdecznie

  4. Myślałam, że tylko my tak mamy z mężem. Po paru latach zaczyna coraz bardziej wszystkiego brakować (rodziny, naszych polskich towarów, znajomych krajobrazów itd). Człowiek jest w rozterce. No bo przecież tu też się nam podobają niektóre rzeczy, których nie ma w kraju. I dzieci mają już dużo przyjaciół. Chciałoby się być i tu i tu. Albo chociaż tak co 3 miesiące na miesiąc a nie tylko raz albo dwa razy w roku na chwilę. Poodwiedzać wszystkich w szybkim tempie i z wywieszonym językiem wracać z powrotem z urlopu. Bardziej zmęczeni wracamy z tych ferii niż przed 🙂 Niech już będzie maj i gorące dni to minie największa melancholia 😉

    1. Post
      Author

      Oj, tak, te krótkie pobyty w Polsce zwykle są wyczerpujące. Zamiast odpoczynku, jak piszesz, bieganina od rodziny do znajomych i jeszcze lekarze i już czas powrotu. Niezbyt wakacyjnie. I racja, że tu wiele rzeczy też jest fajnych. Nawet zastanawiałam się, czego najbardziej byloby mi brak, gdybym do Polski wróciła. Przypuszczam, że świeżego powietrza i czystej wody. A także życia bez stresu. A wiosna tuż tuż. Przysięgłabym ,że była już dzisiaj u nas (dzieciaki wracały w krótkim rękawku ze szkoły, to chyba wiosna;) . Pozdrawiam

  5. Pozwolę sobie wyrazić nieco bardziej pragmatyczne (męskie?) podejście do tematu. Czy pomoże? Nie wiem, prawdę mówiąc nie sądzę. Ciężko bowiem polemizować pragmatyzmowi z emocjami.
    My, z żoną i dwójką dzieci, również mieszkamy w Norwegii. Co prawda na południu, więc i mniej pochmurno, ale przednówek jaki jest każdy widzi. Szaro, ponuro, niefajnie. Ale czy w Krakowie wygląda on inaczej? Czy nie ma tam ciapy, pluchy, szarości? No, i do tego jeszcze smog, którego tutaj nie uświadczysz. Być może mniej jest tam dni tego typu, ale w lipcu lubi być 30+ (czego również tutaj, całe szczęście, nie uświadczysz).

    Czy tęsknię po blisko 2,5 roku pobytu tutaj? Prawdę mówiąc, nie. Pomimo tego, że byliśmy w Polsce raptem 2 razy i to bynajmniej nie na Święta. Ktoś może powiedzieć, że to za krótko aby zatęsknić „tak na prawdę”. Być może. Przekonamy się za jakiś czas.

    I teraz dawka pragmatyzmu, o której wspomniałem na wstępie :). Do czego niby miałbym tęsknić? Rodzina? Cóż, tę najważniejszą jej część mam blisko siebie. Dla mnie sporym plusem emigracji jest niemożność uczestniczenia w niekończących się urodzinach, imieninach, i sobotnio-niedzielnych grillach. Mam za to więcej czasu dla żony, dzieci i samego siebie (wycieczki, hobby etc). Znajomi? Ludzie przychodzą i odchodzą. Poznaje się nowych, przestaje utrzymywać kontakty ze starymi. Norma. I to nie tylko na emigracji. Do „pól malowanych zbożem rozmaitem”? No, czego jak czego, ale widoków i szeroko rozumianych „okoliczności przyrody” to akurat w Norwegii nie brakuje. Do tego, że „znam tu każde miejsce i jako szczeniak właziłem na to oto drzewo”? Cóż, do tego mógłbym ewentualnie zatęsknić… Gdybym tylko nie przeprowadzał się w sumie ze 4 razy podczas pierwszych 25 lat lat życia 🙂

    Pod względem ekonomicznym żyło nam się w Polsce porównywalnie do tego jak żyje nam się teraz. Być może nawet lepiej. Stać nas było na zakup mieszkania, utrzymanie 2 samochodów i nie wybieranie najtańszego serka w hipermarkecie. Choć tam musieliśmy na to pracować we dwójkę i to całkiem solidnie, poświęcając po części życie prywatne i rodzinne. Mogę więc śmiało powiedzieć, że to nie względy ekonomiczne nas „tutaj trzymają”.

    A teraz druga strona medalu. Do czego NIE TĘSKNIĘ, a z czym musiałbym się spotykać żyjąc w Polsce. Nie tęsknię do atmosfery politycznej, do gości nagabujących o piątaka pod sklepem, do wszechobecnego chamstwa, nerwowości i dwulicowości (to tylko główne powody z mojej „top listy”). I nie chcę aby moje dzieci na to patrzyły, grzęzły i zarażały się tym. I nie, nie da się na to uodpornić. Nie da się stać z boku „czysty i nieskalany”. Zawsze coś się przyklei. I TO właśnie jest ten główny, ze wszech miar pragmatyczny powód, dla którego nie w głowie nam powrót do ojczystego kraju.

    1. Post
      Author

      Męskie podejście (może nie tylko) podoba mi się za konkrety. Moja lista rzeczy, do których nie tęsknię jest długa. Ale mimo to właśnie tęsknię do tych „pól malowanych” i tej wyidealizowanej polskości. Na trasie z Krakowa do Zakopanego, w okolicach Myślenic ciągnie się Beskid Wyspowy. Od dziecka w tych porośniętych lasami górach widziałam śpiące grzbiety smoków. Byłam nimi zachwycona. Nadal jestem. W Norwegii piękne widoki są niemal wszędzie, doceniam je i zachwycają mnie. Są jednak inne. One dotykają mojego serca, ale w nim nie mieszkają. A te smoki tak. Ale rozumiem doskonale Twój punkt widzenia, niektóre odczucia mam podobne. Z tą różnicą, że gdybym miała pewność stabilizacji finansowej tam, to bez dłuższego namysłu pakowałabym manatki i zamieszkałabym kilka km na północ od Krakowa, żeby smog tak nie dokuczał. Pozdrawiam 🙂

  6. Jestem po drugiej stronie….patrzę na frustrację męża, z dnia na dzień rośnie we mnie większa, mam ochotę uciec w lepsze,dla dzieci,żeby nie płaciły płaczem za moje przygnebienie…. myślę, z e Twoje rozterki są ważne, g dy Cię do padają: pomysl o dzieciach i ciesz się ze jesteś już po wlasciwej stronie.

    1. Post
      Author

      Właśnie, sprowadzasz mnie na ziemię. Tamte przeżycia bledną (nie trwały zresztą długo, bo szybko po ślubie wyjechaliśmy do Norwegii), ale to co piszesz stawia mnie do pionu. Mam znajomych, którzy mają podobne trudności, o których piszesz i to jest chyba najgorsze, że sytuacja odbija się na całej rodznie, może zwłaszcza na dzieciach. Pozdrawiam serdecznie

  7. U nas jest odwrotnie. To mojego partnera nachodzą myśli o powrocie do kraju a to ja jestem to złą niedobra 🙂 która burzy idealistyczny obraz Polski. Jakkolwiek byśmy nie tęsknili to każdy z nas tu na obczyźnie wie dlaczego emigrowaliśmy (czy jak ja to wole nazywać ewakuowaliśmy)

    1. Post
      Author

      Nie wiem, czy tak jest w waszym przypadku, ale wydaje mi się, że im bardziej ktoś spełnia się zawodowo i lubi swoją pracę, tym mniej myśli o powrocie do Polski. I czasem widać to w parach właśnie.

  8. Za 5 dni emigrujemy z mezem do Norge…mamy po 30 kilka lat i do tej pory mieszkalismy w Pl. Nie dorobilismy sie niczego, tylko siebie na wzajem…mam dosyc zycia tu, w kraju gdzie po mimo 2 prac (byl moment,ze byly 3- dodam ze jestem pielegniarka) nie stac nas na nic…chcielibysmy zalozyc w koncu rodzine, ale nie mamy za co sami dobrze sie utrzymac, a co dopiero dziecko…nie mamy czasu dla siebie, a jak juz spotkamy sie na 2 tyg urlopie raz w roku to i owszem jedziemy w nasze ukochane Tatry, ale co z tego jak jestesmy zmeczeni na amen… Bede pewnie tesknic za swoimi znajomymi, rodzina i Tatrami, ale chce W KONCU ZACZAC ZYC,A NIE WEGETOWAC!!! obawiam sie startu w Norwegii, ale nie widze innego wyjscia, wole to niz ciagle nie docenianie w pracy, smieszne zarobki i brak perspektyw… Mam nadzieje ze w N.w koncu bedziemy mogli zalozyc rodzine, bede sie czula spelniona i doceniona w pracy oraz bede miala stabilnosc finansowa… Oby… Pozdrawiam jeszcze z Wrocławia….

    1. Post
      Author

      Trzymam kciuki. Jako pielęgniarka pewnie nie będziesz miała problemu ze znalezieniem pracy. No i jeśli we dwójkę będziecie pracować, to napewno będziecie mogli spokojnie, godnie żyć. Tego Wam życzę 🙂

  9. Jestem w Norwegii od 25 lat do polski tesknilam do czasu kiedy moi rodzice zyli a teraz juz nie mam swojego syna z rodzina tutaj po roku w Norwegii dostalam malutka prace sprzatanie czulam sie jak murzynka z tym ze one tu bardzo malo pracuja a dostaja wszystko ja musialam wypracowac swimi rekoma ,bo moj maz byl chory .po 2 latach kupilam mieszkanie 105 m kvadratowych .mialam i mam pomoc od Norwegow za moja uczciwa i z zaufaniem praca .Dokad rodzinie w Polsce pomagalam bylo ok ale jak chcialam ,zeby mnie ktos odwiedzil musialam za wszystko placic po smierci rodzicow powiedzialam stop nic juz nikt odemnie nie dostanie i tak jak myslalam nikt sie o mnie nie martwi kiedy ostatnio bylam Chora nikt nie zadzwonil i sie nie zapytal jak jest , ze przezylam raka raz ktory okazal sie nie rakiem .pozniej udar a teraz byl rak tez przezylam rodziny nie bylo ,teraz siedze w domu bo sa konsekwencje po napromieniowaniach i chemi .Zycie toczy sie pomalu a ja mysle tylko o tym zeby podatki mnie do reszty nie zniszczyly .Moja AS firma upadla bo nie mialam uczciwych pracownikow kiedy wyrobilam papiery na pobyt w Norwegii wszystko sie konczylo i tak co komu pomoglam leglo w gruzach . od lat pomagam Polakom jezdze zalatwiam papiery i dagpenger ,NAV do lekarza i tp .. czasami nawet nie podziekuja mi za pomoc tacy sa Polacy za granica ale mysle sobie skoro rodzina nie lepsza to co mam wymagac od obcych.Musimy wybaczyc gdyz nie jestesmy Bogiem . opisujecie tu prawdziwe fakty co daje ta uteskniona Polska nic jeszcze okradaja nas 20 lat pracowalam w Polsce zbieralam na mieszkanie a okazalo sie ze zlodzieje ze spoldzielni przejeli moje mieszkanie a mnie wyplacili 900 zl gdzie mialam wplacone 30tys :Wyjezdzajac do Szwecji nie pomyslalam ,ze bede zyc w Norwegii nawet w marzenich tego nie bralam pod uwage ale los sie obrucil i zostalam na zawsze i jeszcze z rodziny tu mieszkaja ale jak dostali prace i jezyka zdobyli uczac sie od mojego meza zostawili mnie po 10latach przykro pisac ale to prawda .Wielu z was narzeka ale i wielu chwali pobyt w Norwegii .Przyjemnie sie czyta i chce powiedziec , ze kto zdobedzie wlasnymi silami wszystko inaczej uszanuje to ale jezeli ktos przyjechal tu zeby panstwo mu dalo nie bedzie sie czul dobrze , bo nadejdzie dzien gdzie panstwo przestanie dawac i wtedy ten kraj nic nie warty .Polacy mieszkajacy w Norwegii po 10 lat i nie mowiacy po Norwesku co to znaczy tylko zyja z dagpenger i wegetuja Powinni wracac do Polski a nie krytykowac .Dzieki Bogu tym co nie krytykuja ale pracuja uczciwie i nie kradna i nie oszukuja wiecej takich .zycze powodzenia a ci co tesknia tez beda tesknic dokad kogos maja w Polsce .ja nie tesnie bo i do czego pozdrawiam

    1. Post
      Author

      Tessa, to smutne, co piszesz. I prawdziwe. Najbardziej przygnębia mnie fakt, że bliscy w Polsce tak łatwo potrafią zapomnieć, jeśli człowiek się już do niczego „nie przydaje”. Nie wszyscy oczywiście. My jesteśmy tu stosunkowo niedługo i na szczęście takich sytuacji nie zaobserwowałam i oby tak zostało.
      Zgadza się, jeśli zdobywamy coś własnymi siłami, to ma się do tego inny stosunek. Na szczęście w Norwegii uczciwa praca wystarcza, by coś zdobyć i spokojnie żyć. Warto to doceniać. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *