Gdy dziecko przejmuje kontrolę

Katarzyna Argentyna, Styl życia 0 Comments

DSCN2158~

Czasem dzieci wyłażą bez pytania i przejmują kontrolę. Ja to uwielbiam, a Wy?

Co za dzieci? Skąd wyłażą?

To dzieci, które siedzą w każdym z nas. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o nich?

Zaraz po naszym ślubie byliśmy z Kubą w zachodniej części Argentyny, w okolicach Mendozy. W drodze do niewielkiego miasteczka, z którego chcieliśmy ruszyć na  trekking, spotkaliśmy grupę ludzi. Częstowali nas mate* (często takim poczęstunkiem rozpoczynały się nasze znajomości w tych rejonach). Podróż upłynęła nam na rozmowie.

– Chodźcie z nami do Luisa – zaproponowała jedna z dziewczyn, gdy wysiadaliśmy z autobusu.

Kim był Luis? Nie mieliśmy pojęcia. Plany mieliśmy inne, ale postanowiliśmy przedłożyć poznawanie ludzi nad poznawanie okolicy. I tak trafiliśmy w skromne progi mężczyzny, który mieszkał samotnie w chatce u stóp andyjskich szczytów. Przybyliśmy do niego z Meli, Camilo, Laurą i jej ciocią. I zaczął się jeden z cudowniejszych dni w moim życiu.

Przyjaźń w wydaniu argentyńskim nie stawia granic wiekowych. Często spotykaliśmy grupy przyjaciół rozstrzelonych w metrykach o kilkadziesiąt lat. Tak było i tym razem. I szczególnie się nie zdziwiłam, gdy zobaczyłam Luisa, który okazał się 67 letnim mężczyzną. Na nasz widok ucieszył się jak dziecko.

dziecko w nasLuisito (na zdjęciu drugi z lewej) jest dobrym przykładem na to, że wewnętrzne dziecko może dodawać energii w każdym wieku.

Najpierw wyciągnęliśmy wałówki na wyłożony ceratą stolik. Każdy dzielił się tym, co miał: były kanapki, owoce, suszona kiełbasa, ciastka i orzechy. Wspólnota została potwierdzona kolejnymi okrążeniami tykwy z mate. Trudno mi powiedzieć, czy ten napój  jest smaczny, ale smakuje zawsze pity w towarzystwie. Po posiłku zaczęła się zabawa. I to jaka! Mecz piłki nożnej, w której uczestniczyli wszyscy – starsi i młodsi; mający pojęcie o tym sporcie i nie.

mendoza9 DSCN2124

Momentalnie przypomniały mi się czasy podstawówki, kiedy w pierwszych chwilach wiosny zrzucaliśmy kurtki i czapki (oczywiście, gdy rodzice nie widzieli) i graliśmy w piłkę, a chłód powietrza rozgrzewaliśmy głośnym śmiechem. Tak było i tego dnia. Biegaliśmy za piłką, śmiejąc się do rozpuku i rozsiewając radość po boisku.

Po meczu Camilo przerzucił przez gałąź drzewa szarfę, służącą do akrobacji.

DSCN2102 mendoza2 DSCN2131~

Nigdy nie widziałam tego sportu. Camilo pokazał kilka tricków i zachęcał wszystkich, by pofikać na szarfie. Dziecko, które rozbudziło się w czasie biegania za piłką, zdecydowanie chciało spróbować. Dla niego nie liczył się strach i obawa, że taka zabawa może skończyć się groźnym upadkiem. Dałam więc się zapleść w szarfę i siedząc na niej, zgodnie z instrukcjami Camilo, poleciałam głową w dół – ku wielkiej uciesze zebranych. Najbardziej ich cieszyły chwile, w których walczyłam ze swoim strachem, bo to jak skok z wysokiej trampoliny do basenu – z jednej strony bardzo chcesz, z drugiej strach trzyma cię za nogi. Gdy obserwowałam zmagania Kuby, też miałam niezły ubaw. Z resztą sami zobaczcie:

Camilo był człowiekiem nastawionym na dawanie i z naturalnością dbał o każdego z naszej grupy. Nawet ciocia, która miała za sobą ciężkie osobiste przeżycia, śmiała się od ucha do ucha. Cały dzień wypełniony był radością prosto z podwórka, na którym hasają dzieciaki. Tymi dzieciakami byliśmy my wszyscy. Wymienialiśmy się nie tylko doświadczeniami z podróży i naszych krajów, ale dobrym humorem, który z chwili na chwilę się potęgował i powstała bomba radości. Wieczorem byliśmy wyczerpani, mięśnie twarzy bolały nas od śmiechu.

Marzy mi się, żeby jeszcze kiedyś przeżyć dzień jak ten, byliśmy tacy wolni i nieskrępowani. Zupełnie jak dzieci.

DSCN2115~

 

*Yerba mate w Argentynie tradycyjnie pije się w grupie. Pije się ją z jednej tykwy, która krąży z ręki do ręki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *