Gaustatoppen z dzieckiem

Katarzyna Norwegia, Podróże z dziećmi Leave a Comment

Znajdujący się w Telemarku szlak na Gaustatoppen jest nazywany przyjaznym dla rodzin i polecany dla dzieci. To przekonało nas do weekendowej wycieczki. Miało być fajnie, ale trochę obawiałam się, że dzieciaki będą marudzić, bo już zdążyłam się przyzwyczaić, że nie zawsze jest tak, jak zaplanuję.

Tym razem było jednak jeszcze lepiej, niż chciałam!

 

 

Podróż przez Telemark jest miła dla oka, lecz czasem przykra dla żołądka. W rejonie przez który jedziemy jest kilka serpentyn. Surowa przyroda występuje tu w  jakimś większym formacie, niż w Sørlandet, gdzie jesteśmy na co dzień.

 

Na Gaustatoppen (1883 m npm) można wejść od kilku stron, my z dziećmi wybieramy najlżejszy szlak, przy którego początku znajduje się parking Stavsro*. Jeśli ktoś chce pokombinować, to parking przy kolejce Gaustabanen** jest za darmo, tylko  stamtąd trzeba podejść kawałek na szlak. Na górę da się też wjechać kolejką właśnie (droga impreza: 300 kr w jedną stronę, 390 kr w obie; dzieci do czwartego roku życia nie płacą), ale my nie po to tam przyjechaliśmy.

 

Już na dole z naszej ekipy powstały trzy grupy. Kuba z Mateuszem, prawie siedmiolatkiem, pomknęli przed siebie. Kaja (9 lat) towarzyszyła mi i Samuelowi , któremu za kilka miesięcy stuknie piątka. Znajomi szli swoim tempem. Trochę obawiałam się, jak będzie z Samuelem. Chodzimy na wycieczki do lasu, po górkach, ale nie tak, by zdobyć konkretny cel. Rozmawiałam z synkiem przed wyjazdem mówiąc, że będzie się trzeba wysilić i czy chce. On na to, że tak, więc dobra.

 

Ruszamy i z radością patrzę, jak przebiera swoimi nóżkami. Tak przebierał, że prawie całą drogę przeszedł sam! Myślę, że ogromna w tym zasługa przedszkola, gdzie Samuel chodzi do utegruppe, czyli grupy z którą chodzą na wycieczki trzy razy w tygodniu, bez względu na pogodę. Niosłam go przez ostatni odcinek, który jest dużo bardziej stromy od reszty trasy i znajdują się na nim niewielkie, luźne kamienie. Pewnie i wszedłby sam na szczyt, ale widziałam, że jest już zmęczony i nie chciałam, by się zniechęcił do wędrówek. Kaja śmigała jak kozica (po zejściu spytała, czy następnego dnia znów tam możemy wejść, ale chętnych nie znalazła).

 

Wejście, które obliczone jest  na 2,5 h zajęło nam 3h 20″. Robiliśmy sobie przerwy i tempa zawrotnego na pewno nie mieliśmy. Stawaliśmy co jakiś czas, zjeść coś, pooglądać, odpocząć.

  

W przeciwieństwie do Kuby z Mateuszem, im wejście zajęło 1h 50″. Jak dla dorosłego to żaden wyczyn, ale patrząc na dzieciaka, to raczej szybko. Na trasie było sporo dzieciarni. Niektóre szły dziarsko, inne mniej, ale duma z osiągnięcia szczytu udzielała się chyba wszystkim.

 

Gaustatoppen to przyjazna góra, o ile dziecko jest aktywne na co dzień, bo jeśli nie lubi się ruszać, to pewnie i tam nie polubi. Szlak w większości nie jest trudny, ostatni odcinek z drobnymi kamyczkami dość męczący. No i jeszcze jedno: większość ludzi pozostaje na platformie przy restauracji. Zdecydowana mniejszość idzie na szczyt po grani. Tam trochę trzeba się nagimnastykować, dla osób z lękiem wysokości może to być niemiłe doświadczenie.

  

Baza noclegowa w okolicy Gaustatoppen to przede wszystkim hyty. Na booking.com noclegi były już mocno przebrane. Jedną noc spędziliśmy w Vierli Turistsenter, w pięknej hytce, w Rauland, 50 km od Gaustatoppen. Aż chciałoby się przyjechać na dłużej, cudownie tam. Nieopodal jest plac zabaw i dużo pieszych szlaków, zimą stoki narciarskie i wyciągi.

Drugą spaliśmy w Løngdal, ok. 15 km od Gaustatoppen. To nie była hytta zbudowana dla turystów, tylko prawdziwa chata, z wiejskim klimatem. I w jednym i drugim miejscu było świetnie.

W drodze powrotnej pojechaliśmy do Rjukan. Spojrzeliśmy na lustra na skałach nad miastem, bo Rjukan to właśnie to miejsce, do którego całą zimę słońce nie zagląda, ponieważ z dwóch stron wznoszą się nad miasteczkiem pasma gór. Zainwestowano kupę pieniędzy w ruchome lustra odbijające promienie. Nasz główny plan na powrót to zajrzeć do Hardangervidda Nasjonalparksenter***, czyli Centrum Parku Narodowego Hardangervidda w Skinnarbu.

Tam można wybrać się z przewodnikiem na wycieczkę przyrodniczą, lub pozostać w Centrum. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, choć i tak pobyt w centrum się wydłużył. Jest tam interaktywna wystawa dotycząca reniferów, filmy w kinie, np. o lisach polarnych, którym grozi wyginięcie. Jest i konkurs rysunkowy dla dzieci.

Ogromnym atutem tego miejsca jest też kierownik, który bardzo ochoczo nawiązuje kontakt z odwiedzającymi. Przyznam, że bardziej od przyrodniczych treści i nawet tych, dotyczących ruchu oporu w Rjukan, zainteresował mnie fakt, że człowiek ten to przyjaciel założyciela grupy De Press, który żył wiele lat w Norwegii i tam debiutował w punkowej kapeli. A kierownik centrum był menagerem zespołu. I tym polskim akcentem zakończę relację z Telemarku.

 

Praktyczne info:

*Na parking Stavsro jedzie się od Rjukan w kierunku Tuddal; kosztuje 150 kr za dzień.

**Kolejka Gaustabanen jest czynna codziennie do 21 października

*** Godziny otwarcia i przydatne informacje o Hardangervidda Nasjonalparksenter: tu

 

*   *  *

Czy lubisz czytać wpisy na naszym blogu? Jeśli tak, to daj nam znać:

  • zostaw komentarz
  • udostępnij wpis znajomym
  • polub fanpage tutaj

Pozdrawienia

Trzyimy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *