Dzień Wielkich Rzeczy

admin Podróże z dziećmi, Tajlandia 0 Comments

P1120021

Ostaniego dnia w Bangkoku pojechaliśmy z naszym znajomym kierowcą tuk- tuka do Wielkiego Pałacu. Niestety długa kolejka po bilety, upał, a zwłaszcza nienajlepszy nastrój dzieci zmusiły nas do zmiany planów. Był to jeden z tych momentów, kiedy odczuwam niedosyt. Dzieje się tak gdy to, co chciałabym zrobić jest niemożliwe. Albo inaczej – możliwe, ale kosztem samopoczucia dzieci. Czasem trzeba po prostu odpuścić.

Gdy ochłonęliśmy w knajpce, poszliśmy w kierunku Wat Pho. Jest to kompleks świątynny, najstarszy i największy w całym Bangkoku, tam znajduje się oficjalna szkoła masażu tajskiego. Wielu turystów ciągnie do świątyni, żeby zobaczyć posąg Leżącego (Odpoczywającego) Buddy.

Po drodze agenci sprzedający wycieczki prześcigali się w kłamstwach, próbując namówić nas do skorzystania z oferty.
– Gdzie idziecie? Wat Pho? Nie idźcie tam, teraz świątynia jest zamknięta – radziiła jakaś kobieta z przypiętym identyfikatorem. Wyglądała wiarygodnie, ale mówiła bzdury.
– Wat Pho? Weźcie taksówkę, to z pół godziny marszu – mówił kolejny informator.
Z mapy wynikało coś zupełnie innego, ale dla pewności spytaliśmy mijanych turystów.
– Idźcie do końca białego muru, to jakieś 200 metrów.

Gdy po minucie znaleźliśmy się przed świątynią, przywitał nas cień, z miejsca czyniący otoczenie przyjaznym. Razem z Kają zastanawiałyśmy się po drodze, czy posąg Buddy będzie większy od niej.

– Mamo, on jest ode mnie dużo większy. Jest większy nawet od taty! – Kaja wpatrywała się w leżącą postać o długości 46 metrów i wysoką na 15, a właściwie w jej złotą twarz z półprzymkniętymi powiekami.

P1120017  

P1120026

 

Nie tylko gigantyczny posąg, ale i cała świątynia, zdobiona freskami i malowanymi w kwietne motywy okiennicami zrobiła na nas wrażenie. Odpoczywający Budda lśni i zachwyca osiągając stan nirwany. Na jego olbrzymich stopach wygrawerowano starożytne symbole i inkustrowano je macicą perłową. Ludzi dużo, to chyba nieuniknione, jednak o wiele mniej niż w Wielkim Pałacu.

P1120055

Kiedy opuściliśmy główną kaplicę zaczęły się prawdziwe atrakcje dla dzieci. Tuż obok niej znajduje się fontanna z dorodnymi karpiami koi, skaczącymi ponad wodę.

P1120054

Dzieci spędziły na ich dokarmianiu dobrą chwilę (choć ryby niechętnie jadły liście z dzisiejszego menu). A potem wkroczyliśmy w świat zaczarowanych drzwi, który nie chciał nas wypuścić z powrotem do świata realnego. Bo gdy tylko znaleźliśmy jedne drzwi, zaraz potem ukazywały się następne i następne. Kaja nie mogła się powstrzymać od zaglądania na wciąż nowe krużganki z wieżami, z posągami i z pomniejszymi kaplicami, które ciągną się na olbrzymim obszarze.

P1120058  P1120044

– Tu jest wspaniale – orzekła, gdy dotarliśmy do krużganka z posągami Budd poustawianymi pod ścianą (na terenie Wat Pho jest ich ponad tysiąc).

   dziecko w Tajlandii  P1120056

P1120042 P1120077

Czar magicznych drzwi wciąż działał i był silniejszy nawet od wspaniałości posągów. Moglibyśmy tak chodzić pewnie do nocy. Ale ostatni wieczór przeznaczyliśmy na przedstawienie Siam Niramit. To wielkie show przybliżające historię kraju, kulturę poszczególnych regionów, a także wierzenia Tajów. Taneczno-muzyczne przedstawienie z żywymi zwierzętami, rzeką na scenie, z bajeczną scenografią trwa 1,5 godziny i nawet minuta nie wydała mi się nudna. Uparłam się, żeby tam pójść głównie ze względu na Kaję, która uwielbia teatr. A tymczasem to Samuel, gdy usłyszał muzykę, zobaczył światła i tancerzy, piszczał z radości i cieszył się, no jak dziecko. Przedstawienie podobało się również nam, dorosłym (i chyba przeznaczone jest dla starszych widzów, bo rozpoczyna się o godzinie 20.00). Po tym kulturalnym strzale wróciliśmy do hotelu późno, jak zwykle na wariata, bo rano musieliśmy wstać po 4. Taki urok naszych wyjazdów. Odpoczniemy po powrocie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *