Dania wellness

admin Dania, Podróże z dziećmi 2 Comments

Jedziemy na krótkie wakacje. Odkąd Kaja zaczęła chodzić do szkoły (jakieś dwa miesiące temu) przekonałam się, że nasza wolność została nieco przykrócona. Nie możemy już planować wyjazdów, wykorzystując atrakcyjne oferty linii lotniczych poza sezonem. Ani przeciągać ich do rozkosznie długich rozmiarów.

Tak się składa, że w Norwegii zaczęły się tygodniowe ferie jesienne (tu wakacje nie są zwykle tak długie, jak w Polsce, ale za to częstsze). Chcieliśmy polecieć gdzieś bliżej słońca, by odczarować krainę deszczu, w którą Norwegia w ostatnich tygodniach się zamienia. Interesował nas Syden, czyli kierunek południowy. Ale zanim udało mi się pozamieniać w pracy, by mieć wolne, wszystkie bilety lotnicze w sensownej cenie odfrunęły. Niełatwo jest znaleźć miejsce na pokładzie samolotu dla ośmiu podróżujących (nie licząc naszych najmłodszych podróżników) w czasie, gdy w Norwegii zaczyna się tygodniowa laba.

Plany były bardziej egzotyczne, a finalnie stanęło na Danii. I jak to w życiu bywa, często szuka się gdzieś daleko tego, co znajduje się pod nosem. My też przekopywaliśmy  strony w internecie, by sklecić naprędce jakiś fajny wyjazd, a okazało się, że sąsiedzka Dania to miejsce, w którym znaleźliśmy wszystko, czego szukaliśmy.

Przemierzając kraj po zmroku nie sposób przeoczyć interesująco zaprojektowane budynki industrialne. Efektownie oświetlone nadają krajobrazowi smaczku.

image

Kilka razy jechałam przez Danię w ciągu dnia. Wtedy cały krajobraz przesłaniały mi wiatraki.

Niesamowite wrażenie zrobił też na nas Wielki Bełt nocą. 

The Great Belt Bridge at sunset, foto: Svobodat

The Great Belt Bridge at sunset, foto: Svobodat

Wielki Bełt (duń. Storebælt) – to cieśnina na Morzu Bałtyckim, położona między duńskimi wyspami Fionią i Langeland a Zelandią i Lolland. Most łączący wyspę Zelandię i Fionię oficjalnie został otwarty w 1998 roku. Zastąpił przeprawę promową. Pokonanie Wielkiego Bełtu samochodem zajmowało wcześniej ok. 90 min, obecnie 10-15 min. Przejazd jest płatny (samochód osobowy do 3-5 m – 33 euro). Wszystkie ceny przejazdów znajdziesz tu.

Wielki Bełt

Jesteśmy więc w Dani, już drugi raz w podobnym składzie (dołączył Antoś, 5-miesięczny synek Ani i Andrzeja). Ania zadała sobie sporo trudu, żeby znaleźć hytte (chatkę, daczę) mogącą pomieścić nasze dwie rodziny, nie pękając przy tym w szwach i nie rujnując portfeli. Wyzwanie trudne i wyczerpujące, zwłaszcza że decyzja o wyjeździe w tym kierunku Europy zapadła z dnia na dzień. Wyszło całkiem nieźle, wynajęliśmy hytte na wyspie Zelandia, 80 km od Kopenhagi, nad morzem. Są cztery sypialnie, duża przestrzeń, spokojna okolica, słońce no i my. Czego więcej potrzeba?

image

image

Szukając noclegu dla większej grupy warto zajrzeć na stronę www.novasol.com , gdzie znaleźć można domki w całej Europie, w których noclegi nie dość że wygodne, to wychodzą dużo taniej niż w hotelu o podobnym standardzie. W umówie  nie brak zapisów „drobnym drukiem”, zwykle dodatkową opłatą jest prąd i woda, czasem końcowe sprzątanie i zdaje się , że nawet internet, ale mimo to podoba mi się ta opcja.

Domek jest uroczy, bez super luksusów w postaci basenu, ale za to z wanną z jacuzzi. Wieczorny relaks, gdy włączyłam wszystkie przyciski, zamienił się w lot rakietą. Nie wiem, czy to stary model jacuzzi, czy wszystkie tak mają, że huczy jak przy starcie silnika odrzutowego. Za nami dzień na słońcu, o jakim marzyłam od dawna. Przed domem są dwa wygodne leżaki, z których rozkosznie było obserwować piłkarskie rozgrywki chłopaków z dziećmi odbywające się na równo przystrzyżonym trawniku.

image

image

Starsze dzieci z tatusiami były też na plaży i jak mają w zwyczaju, nie zważając na porę roku ani temperaturę wody, zaliczyły kąpiel. Później pojechaliśmy do miasteczka nieopodal na lody. Zamiast do kawiarni trafiliśmy do sklepu. Jedyne otwarte miejsce, gdzie można było kupić deser lodowy to śmierdząca papierosami pizzeria. Przyjemniej było usiąść na wyludnionym deptaku, z widokiem na fiata 126 p, który przystrojony siekierą i słuszną porcją rdzy urzędował w eksponowanym miejscu.

image

Zdaje się, że miasteczko wymiera po sezonie letnim. Papierowe szyldy restauracji smętnie zwisały na wpół oderwane od fasad budynków. Wszystko pozamykane. Miasteczko wyglądało, jakby nie było w nim mieszkańców. Spotkaliśmy zaledwie garstkę osób i na pierwszy rzut oka bardzo wyróżnialiśmy się wyglądem – miejscowi ubrani w puchowe kurtki, a my (przynajmniej niektórzy) w bermudach, sandałach – typowi niedostosowani. Zmarzliśmy trochę (przynajmniej niektórzy). To jednak jesień w kraju północy. Mimo to mamy nastroje wakacyjne. Słońce rozpieszcza nas, ile może. Bardzo cenię jego dobroczynną moc.
A niedługo wycieczka do super miasteczka. W Billund (ta nazwa pewnie większości mówi niewiele) znajduje się m.in. Legoland (och, tę nazwę znają wszyscy!).

Comments 2

  1. Wypoczywajcie 🙂 trzeba się naładować na kolejne miesiące 🙂 pozdrowienia od Kai (ale nie tej dużej, tylko Małej) dla całej 10 🙂

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *