Czym skorupka za młodu nasiąknie

Katarzyna Styl życia 3 Comments

20150209_194011

Nigdy się nie zastanawiałam dlaczego ciągnie mnie do podróży. Wiem od dziecka – to zasługa moich rodziców. Nie wydawali pieniędzy na modne ciuchy i zabawki z Pewex’u. Nie znaczy to, że chodziliśmy obdarci, raczej trochę… niemodni. Ale ZA TO wyjeżdżaliśmy na każde wakacje. Nie było roku, żebyśmy przesiedzieli lato w Krakowie. Wyjeżdżaliśmy na kolonie, albo do cioci Gieni. A na deser, z przyczepką, do Bułgarii albo na Węgry.

Lubiłam te upały, muszelki, meduzy. Jedliśmy dużo lodów i poznawaliśmy dziwne zwyczaje. Chrupaliśmy małe rybki z główkami i dowiadywaliśmy się, że w Bułgarii kręcenie głową na „nie” oznacza „tak”. I na odwrót. Bez trudu znajdowałam koleżanki i podobnie jak tysiące innych dzieci nie widziałam problemu w tym, że nie mówimy tym samym językiem. Właściwie, na ile pamiętam, nie dostrzegałam nawet, że mówimy inaczej. Rodzice pokazali mi, że jest inny świat, który sięga poza nasze podwórko. I chociaż czasem cierpiałam, że nie mam lalki Barbie, teraz bardzo się cieszę, że tak było. Z lalki zostałyby pewnie pożółkłe ze starości plastikowe kończyny. Jeśli w ogóle coś by z niej zostało. Z naszych wspólnych wyjazdów pozostały mi wspomnienia i inspiracja. I ciekawość świata. I odwaga, żeby iść w nieznane. Wiele mi zostało i nikt mi tego nie zabierze.

 

Też chciałabym inspirować nasze dzieci. Nie tylko w czasie podróży, ale tak na co dzień. I przyznam się, że często mi się nie chce. Wolę usiąść przed komputerem, zamiast pokazać im jedną z nieskończonych możliwości. Może czytając tego bloga macie błędne wyobrażenie o naszej rodzinie. Nie jesteśmy wspaniali. Niejeden dzień nie wykorzystał swojej szansy, czyli po prostu siedzieliśmy na tyłkach bez entuzjazmu.

Dlatego doceniam każdą małą rzecz, którą udaje nam się  mimo wszystko przekazać dzieciom. Skaczę pod chmury, gdy przejmują dobre nawyki. Może część z Was też da się zainspirować?

Dość niedawno odnalazłam sposób na brak chęci i pomysłów. Bo zwykle, gdy wskakuję w sportowe buty i biegnę (góra dwa razy w tygodniu), zostawiam za sobą niechcenie i dobre pomysły same wpadają nagle do głowy. Rozmawiałam z kilkoma osobami, które biegają – one też tak mają. W czasie biegania przychodzą małe olśnienia, podpowiedzi, pomysły do wykorzystania w pracy. Poza tym uderza fala radości i zadowolenia. I to jest super. A jeszcze fajniejsze jest to, że gdy zakładam te moje sportowe buty, Kaja mówi „Czekaj mamo, biegnę z tobą”. I choć jej ubieranie trwa pewnie tyle samo co samo bieganie, bo póki co jest krótkodystansowcem, to wydaje mi się, że jakieś ziarenko zostało zasiane.

P1120109

Przeczytaj też: http://trzyimy.pl/ini-mini-czyli-o-umiarze-w-pakowaniu/

 

 

Comments 3

  1. Kasiu, ja też uwielbiam podróżować, choć mój mąż podchodzi do tego z troszkę mniejszym entuzjazmem:) Mam w planie zwiedzać małymi krokami cudowną Norwegię a w później ruszyć w świat. Marzy mi się wielka mapa na ścianie ze zdjęciami z kolejnych wypraw.

    1. Post
      Author
  2. Pingback: W jedności siła | trzyimy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *