Choroba zakaźna domowa

Katarzyna Styl życia, Wychowanie 4 Comments

Szaro. Buro. I ponuro. Komu się chce działać w taką pogodę, temu zazdroszczę. No tak. W pewnej  mierze zazdroszczę dzieciom. Bo one zawsze są naładowane. Zawsze gotowe do akcji. I nawet jak potrzebują przynieść zabawkę z pokoju to nie idą, a biegną. Tylko czasem chcą, żebyśmy my, dorośli, w tej zabawie uczestniczyli. A mi często zwyczajnie się nie chce. Tak jak nie chce mi się czasami wielu innych rzeczy. Zmuszam się, ale to  nie to samo, co robienie rzeczy z zapałem.

Bajki nie ratują sytuacji. Już dawno pozbyliśmy się z domu telewizora. Co prawda nie pozbyliśmy się internetu, dlatego nasze dzieci znają Elzę z krainy lodu (mają tą moc). Jednak nasza domowa zasada to zero bajek w ciągu tygodnia. Dopiero gdy nadchodzi weekend 外汇平台 zapala się zielone światło dla oglądania bajek. Jak już się dorwą do oglądania, to bywa, że katują bez litości. Choć innym razem po prostu zapomną, że można oglądać bajki. Co wtedy? Co robić, gdy od samego patrzenia przez okno odechciewa się wszystkiego?

Cóż, można zachorować. Ostatnio u nas w domu zapanowała bardzo zakaźna choroba. Nazywa się puzzle. I jest groźna zarówno dla dzieci,

jak i dorosłych.

Przebieg dość łagodny, choć czasem odczuwalne jest rozdrażnienie (gdy dłuższy czas nie udaje się znaleźć pasującego elementu). Pochłaniają i można układać je bez końca. Znaczy koniec z pewnością nastąpi, ale jeszcze go nie widać. Nie wiem, czy wasze pociechy też są takimi zajawkowiczami? Bo u nas jak jest faza na tory i pociągi, to przez miesiąc dwa razy dziennie je układamy. Teraz faza puzzlowa jest już chyba w drugim cyklu.

Na fali wydarzeń zamówiłam ostatnio dwie nowe układanki. Jedną chętnie polecę, bo jest super:

Nadaje się dla dzieci kilkuletnich (4 latek daje rady, 2-latek próbuje) i myślę, że mogą być interesujące nawet dla 8-latka. Dla nas, żyjących na obczyźnie, to podwójna korzyść, bo przy okazji możemy przybliżyć dzieciakom trochę geografii Polski.

Drugie puzzle są jak przekleństwo. 1000 elementów pelęta się po podłodze od tygodnia. O dziwo z zabawy wykluczony jest jedynie Samuel (2 latka). Jego o dwa lata starszy brat radzi sobie całkiem nieźle. A myślałam, że będzie zniechęcony, że to dla niego za trudne. Wcale tak nie jest. Często zapominam, jak spostrzegawcze są dzieci.

Najbardziej dotknięty chorobą jest Kuba. Każdą wolną chwilę spędza przy układance, w dzień, czy wieczorem, wówczas, gdy reszta ekipy ma już dość. A myślałam, że te puzzle pozwolą nam rodzinnie spędzić czas!

Ratunkiem dla mojego męża było ukończenie całego obrazka.

Ale zanim to nastąpiło, z terapeutyczną pomocą przyszły opady śniegu, co w norweskich warunkach równa się konieczności odśnieżania.

Więc gdy już wszyscy (za wyjątkiem Kuby) mamy dość puzzli, to idziemy razem odśnieżać. Kolejne zajęcie, które łączy przyjemne z pożytecznym (tak naprawdę to pożyteczne wykonuje głównie Kuba, a ja z dzieciakami koncentrujemy wysiłki na przyjemnym). Wielka łopata do odśnieżania pomaga w odgarnianiu śniegu, który zrzucany jest na coraz większą górę. Służy też do przejażdżek. Dzieciaki mają niezły ubaw, a Kuba dobry trening.

Przebrnęliśmy przez jesienne chlapy. Przebrniemy i przez śnieżne zaspy. Byle do przodu. Byle razem.

Comments 4

  1. Ostatni raz puzzle układałam z 15 lat temu. Dostałam pod choinkę puzzle 3D z Big Benem (mieszkam w Londynie), nie zdążyłam ich ułożyć…
    Te z mapą Polski dają radę.:)

    1. Post
      Author

      Przyznam, że te z mapą Polski wcale nie są takie banalne do ułożenia dla mnie. Podobnie jak niektóre puzzle dla 7-8 latków. Jedynie przy tych dla 3-latków czuję sie mistrzem 🙂 pozdrowienia

    1. Post
      Author

      Tak, dla nas to RAZEM jest najważniejsze. Marzę, by było tak zawsze. I myślę, że w ogromnej mierze zależy to od nas samych. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *