Barcelona: znów ścieramy buty

admin Hiszpania 0 Comments

No i pada. Co jakiś czas z nieba sączą się krople. Mimo to nie przestajemy kochać Barcelony! Jest co robić, atmosfera miasta, może i mniej słoneczna i tak jest pozytywna. Poza tym wychowywanie dzieci w Norwegii ma tę dobrą stronę, że deszcz to dla nich żaden problem, a spacery w mżawce to czysta radocha.

15

Jednak nasze ubrania nie przetrzymałyby całego dnia na zewnątrz w postaci choćby półsuchej. Udaliśmy się  więc do muzeum CaixaForum.

22

Były tam 4 ekspozycje – malarstwo, rzeźba, wystawa fotografii i historia kina. Pierwsze dwie dla dzieci wiały nudą (oprócz eskponatów, przy których można słuchać podkładów dźwiękowych), w dodatku trzylatkowi ciężko oglądać formy przestrzenne i ich nie dotykać, zwłaszcza że mają interesujące faktury i bywają chronione jedynie zakazem rodziców. Dość  spiesznym krokiem zmierzamy do kolejnych dwóch ekspozycji. I te są wyśmienite. Zwłaszcza, że można tam było montować własne filmiki, a wszelka interaktywność wywołuje u naszych dzieci ekscytację. Poza tym wiele fragmentów starych filmów i cała kinowa atmosfera przenosi nas w magiczny świat. Z kolei kolorowe zdjęcia Cristiny García Rodero pokazują Indie z całą gamą problemów społecznych. Dzieciaki dopytywały o każde zdjęcie – całe szczęście były podpisy; widok rówieśników z dalekiego kraju, którzy z pewnością nie krzywią się na widok jedzenia, poruszył ich serca.

23

121

W muzeum płacą tylko dorośli –  4€ za osobę.
Następnego dnia znów niebo ciut za bardzo zachmurzone, a więc daliśmy nura do metra i wylądowaliśmy w CosmoCaixa. To miejsce dedykowane dzieciom (choć one znowu nie płacą; bilet normalny 4€), są dodatkowe zajęcia głównie w weekendy, za które płaci się ekstra. Wielu odwiedzających to osoby bez dzieci, bo miejsce jest interesujące również dla dorosłych. Jest to centrum nauki, połączone z mini dżunglą, w której można oglądać owady, gady i ptaki, ryby i kapibarę, a także poznać odpowiedzi na wiele pytań natury fizycznej lub chociaż powciskać guziki, by uruchomić mini doświadczenie.

7 8

Duża przestrzeń, dużo przeżyć. Dzieciaki były bardzo zadowolone. Z resztą nie dziwię się, że przychodzą tam również sami dorośli, bo to interesujące miejsce na mapie kulturalno – naukowej Barcelony. Warto zarezerwować sobie co najmniej 3-4 godziny na zwiedzanie, a pod koniec tygodnia, gdy dostępne są inne aktywności, nawet więcej.
W dzień przed wyjazdem słońce zaświeciło pełną buzią i kurtki okazały się zbędnym balastem. Ale bazę opuszczaliśmy rano i jak zwykle wracaliśmy pod wieczór, więc najsilniejszy znów musiał zamienić się w wielbłąda.

6

Pod Park Güell podjechaliśmy metrem (które dla dzieci stanowi atrakcję samo w sobie, zwłaszcza gdy są w nim muzykanci; dla nas to najpraktyczniejsze rozwiązanie). Pani, którą spytaliśmy gdzie mamy iść po wyjściu z metra, stanowczo poleciła nam wziąć autobus, bo droga daleka i w dodatku pod górę (byliśmy tam 4 lata temu, ale nie pamiętaliśmy jak długo się szło).

-My lubimy chodzić – odpowiedzieliśmy.

-Z dziećmi to naprawdę ciężko, ale oczywiście zrobicie jak chcecie – powiedziała pani.

No i chcieliśmy iść, oczywiście. Już zapragnęliśmy westchnąć i zacząć odczuwać zmęczenie, a tu okazało się, że jesteśmy pod wejściem do parku – jednak nasze miary odległości są nieco inne – tu ukłon w stronę norweskich przedszkoli, bo tam dzieciom piesze wycieczki nie są obce.

12 13

112

Park jest przyjemny, dzieła Güella imponujące. Trochę przegięcie, że za wejście do jego najbardziej atrakcyjnej części płaci się 8€, dzieci od 7 roku życia też płacą (nieco niższą stawkę). To miejsce, w którym pocztówkowe widoki są strasznie oblegane, bo każdy chce sobie zrobić zdjęcie. Spędziliśmy tam słoneczne chwile. Po wyjściu kierowaliśmy się w dół, poniżej „turystycznego szlaku”, wiodącego od metra do Parku. W okolicach ulicy Verde znaleźliśmy miłą knajpkę, gdzie po raz ostatni pochłonęliśmy calamares a la romana (kalamary smażone w panierce).

No i powrót następnego dnia. Szczęśliwie w Norwegii dość ciepło, nie przeżyliśmy depresji pogodowej (+7 w grudniu w Oslo to całkiem dobry wynik).

Dziś choinka kupiona i ubrana, goście już są i świąteczny nastrój też. Powiedziałabym, że prawie wigilijny.

 

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *