Broni nie bronić?

Katarzyna Wychowanie 4 Comments

Znacie kawałek Kultu „Jak długo jeszcze w sklepach z zabawkami półki będą zawalone karabinami?…” (utwór Totalna militaryzacja). Względem zabawkowej broni miałam taką właśnie postawę (jako nastolatka i później; z dzieciństwa nie będę się tu tłumaczyć). Oczywiście również gdy zostałam mamą zdania nie zmieniłam. Gdy pierwszy raz usłyszałam z ust synka słowo „miecz” i dojrzałam w jego oku ten błysk, wytłumaczyłam mu, że broń to nic zabawnego. Gdy usłyszałam drugi raz o mieczu, przytoczyłam kolejne argumenty. Za trzecim razem znów jakieś nowe. I za czwartym. Przy piątym pewnie już zaczęłam się powtarzać. Wszystko fajnie pięknie, Mateusz kiwnął głową, tak, wie wojna jest zła, przemoc również, ale co z tego, jak chęć posiadania zabawkowego miecza nie maleje. Wręcz odwrotnie – rośnie. Dzieciaki u nas w domu nie oglądają żadnych bajek z przemocą. Co  z tego, jak Mateusz w prezencie dostał Lego Ninja Go i to wystarczyło, by stał się małym ninją. Co z tego, że w domu nie miał żadnej broni,  jeśli jako pistoletu używał części dachu z zabawkowej drewnianej stodoły? W dodatku jak w zabawie się zapomniał i zdzielił dachowym pistoletem, to naprawdę bolało. Ale przecież nie podaruję mojemu dziecku broni. Pokój. Make love not war. I oczywiście, że mu nie dałam. Zrobił to święty Mikołaj, który o wszystkim musiał się dowiedzieć (pewnie dostał list od Mateusza i zajarzył o co chodzi, że matka jakaś kwadratowa) i przyniósł mu miecz.

Rodzicielstwo zmienia postawy. Powszechnie wiadomo, że najłatwiej wychowuje się dzieci, póki się ich nie ma. Byłam bardzo przeciwna zabawkom tego typu,  zanim odkryłam, że mój syn po prostu chce być groźny. Oczywiście, że zależy mi, by umiał pokojowo rozwiązywać konflikty, ale czy powinnam walczyć z jego chęcią, by stać się wojownikiem? Im więcej o tym myślę, tym wyraźniej czuję, że jednak wychowanie chłopaka nie może prowadzić do łagodzenia jego naturalnej chęci bycia silnym i niepokonanym. Mój syn urodził się tygrysem i lepiej, bym nie wysilała się, by zrobić z niego kotka. Nie dlatego, że taka zmiana jest niemożliwa. Ale dlatego, że mężczyźni są potrzebni światu.

Zabawy z orężem nie są moimi ulubionymi. Ja to lubię dzieciom czytać książki, a gdy patrzę jak dzieciaki szaleją z tatą, atakując go mieczem, lub próbując pokonać innymi sposobami, wiem dobrze, że to nie mój świat. Jakbym miała wybierać, to może i wolałabym, żeby Mateusz z każdego patyka nie robił szabli. Ale on to robi, bo tak czuje. Takie są jego wewnętrzne pragnienia i byłabym głupcem mówiąc, że to jest „złe”. Rozumiem siebie z przeszłości, dla której wychowanie dla pokoju było sprawą oczywistą. I oczywistą sprawą było również to, że dzieciom zabawkowych mieczy i pistoletów dawać nie należy. Dziś, mimo braku entuzjazmu z mojej strony, nie krytykuję, gdy moi synowie walczą na miecze (ku ścisłości jeden miecz ninja i jeden stojak od mikrofonu Frozen zwędzony siostrze). Ponad to zabawy z mieczem mają u nas pewien pozytywny aspekt: syn zaczął interesować się królami Polski, bo w książce, którą mamy prawie każdy przedstawiony jest z orężem, co wystarczy by przykuć uwagę chłopca. Militarne zainteresowania sprawiają, że Mateusz chętnie słucha o bohaterskich dzieciach z Powstania Warszawskiego. Przybliżamy mu postaci waleczne, a przy tym szlachetne, bo przecież nie każdy, kto chwycił za broń to łachudra.

p.s. Swoją drogą znamienna jest sama nazwa „broń”. Choć owszem, czasem służy do ataku.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Comments 4

  1. Tak sie sklada , ze naprzeciwko naszego domu mieszkaja azylanci w komnalnym budynku. Kwaterowane sa tam rodziny na krotki okres, po czym przenosza ich Bog wie gdzie. Wciaz sa nowi i zanim sie przyzwyczaje do nich to juz kolejni przybywaja. Wszyscy z okolicy, ba nawet z okolicznych wioseczek wiedza, ze tutaj mamy azylantow. Ostatnio mamy tu rodzine z malym chlopcem, nie wiem skad , ale zapewne z kraju owladnietego wojna. Chlopiec ma moze 4-5 lat i cale dnie biega z pistoletem. Czy sie przyzwyczailam ?? Nie , bo za cholere nie wiem czy ta bron to na niby czy na serio. I nie wiedzial tego kierowca samochodu , ktory ktoregos dnia zachamowal gwaltownie, gdy chlopiec wyskoczyl na srodek jezdni wymachujac pistoletem. Norweg wbil wsteczny i czym predzej sie wycofal, a ja stalam po drugiej stronie ulicy wmurowana i zaskoczona . Co dalej, czy powinnam zareagowac, czy zglosic to gdzies ?? Moj Tomek mowi, ze przeciez maja opiekuna , ze to jego ,, broszka ”. Ale czy ten opiekun nie powiniem porozmawiac z rodzicami , ze tutaj naprawde moga sie czuc bezieczni i chlopiec moze zaczac sie interesowac innymi zabawami a nie tylko wojowac ?? Wiem, ze to trudny temat , ale ja tez chyba nie kupilabym mojemu dziecku pistoletu. A tak nawiasem mowiac , dzownilam do wnuczek proszac ich o listy do Sw.Mikolaja. Na to moja mlodsza 6cio letnia Julka mowi ,, babciu, a ja to bym chciala taki luk co strzela strzalami ” . Zbaranialam calkowicie :-O . Pozdrawiam Ania ps.u nas 19 na minusie i pol metra sniegu, a jak u Was ?

    1. Post
      Author

      Hmm, to w pokojowej Norwegii narozrabiał. Dość szczególna sytuacja, bo jak piszesz, ludzie nie wiedzą czy to zabawa, czy też nie. Jak ci to przeszkadza, to może dobrze, by rodzice wiedzieli, że nie jest to postrzegane neutralnie. Ja też moim synom broni nie kupię, ale właśnie dziś urodziny i dostał syn kolta od kolegi. Wziął go do spania (pistolet, nie kolegę). U nas tylko -7, śniegu na pewno mniej. A ja już tęsknię do wiosny. Pozdrowienia

  2. Co mi przypomina, jak ostatnio oglądałam moją słodką i niewinną córeczkę, która tuż przed odebraniem jej z przedszkola strzelała się z kolegami karabinami zrobionymi z klocków. No i co zrobisz? Nic nie zrobisz. 😀

    1. Post
      Author

      O wlasnie, bo im bardziej czlowiek przekonuje, ze ta zabawa jest do kitu, tym bardziej dziecko sie nakreca. A szlaban na miecze w naszym domu zaowocowal wielka miloscia do broni, uuu, nic nie zrobisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *