Bo wszyscy mają

admin Norwegia, Wychowanie 4 Comments

Często to słyszycie od swoich dzieci? My zaczęliśmy odkąd córka poszła do szkoły.

– Kiedy kupicie mi iPada*? – spytała już w pierwszej klasie.

Zrobiłam wielkie oczy.

– Z pewnością nieprędko – odpowiedziałam.

– Wszyscy w mojej klasie mają – Kaja na to.

Jednak zamiast współczuć dziecku, zadałam kilka pytań pomocniczych i wyszło, że spośród 27 dzieci w klasie z pewnością nie wszyscy. Ale co, jeśli okazałoby się, że rzeczywiście tylko moja córka nie ma jakiegoś gadżetu? Czy to powód, by kupować rzeczy, które uważam z jakichś względów za niewłaściwe/ niepotrzebne mojemu dziecka?

Według mnie nie. Mimo wielkiego pragnienia z jego strony. Nie uważam tego za znęcanie się nad pociechą, choć wiem, że nie łatwo pogodzić się z niemożnością posiadania modnych rzeczy, bo sama tak zostałam wychowana. Podczas gdy większość koleżanek bawiło się Barbie, ja mogłam o niej pomarzyć (oj tak, marzyłam) Barrrdzo chciałam ją mieć, ale nigdy nie dostałam. Podobnie było z kultową w czasie mojej podstawówki różową  czapką Kangaroo, z trzema kolorowymi paskami (były jeszcze białe  i turkusowe). Też taką chciałam mieć, bo większość koleżanek miała. Ale moja mama nie kupiła mi jej. Wiem, że nie raz dzieci będą na mnie złe za to, że nie dostaną tego, co „mają wszyscy”. Sama byłam wielokrotnie bardzo rozgoryczona i uważałam, że moja mama jest niesprawiedliwa. Dziś wiem, że jest po prostu mądra.

Ja jakoś przeżyłam. Dzieci były pewnie milsze, niż obecnie – nikt mnie palcami nie wytykał za moją swędzącą czapkę z pomponem. Teraz wiem, że dzięki temu zdobyłam cenną życiową lekcję: nie mam ciśnienia na posiadanie tego, co inni. I sądzę, że nie jest to wyłącznie wypadkowa wychowania i charakteru, bo mój brat charakter ma zupełnie różny niż ja, ale podejście do „mód” raczej podobne.

Czasem (a nawet częściej) dobrze jest nie zaspokajać pragnień dziecka dotyczących posiadania popularnych rzeczy. Istnieje szansa, że odkryje w ten sposób, że warto mieć  swoje zdanie, warto myśleć po swojemu, warto iść swoją drogą, zamiast tam gdzie wszyscy. Mnie to bardzo odpowiada i jestem wdzięczna rodzicom, że nie kupowali nam wszelkich must have gadżetów (niektóre jednak tak, bo przyznaję, spodnie Piramidy miałam, a do tego nawet katanę z równie bladego dżinsu). Bo pozbawienie dzieci wszelkich pożądanych rzeczy to już trudniejsza sprawa.

Ale przecież są rodzice, których naprawdę na nic nie stać. I choć w przypadku mojej własnej rodziny chodzi raczej o decyzję, niż pieniądze, to myślę, że mądre wychowanie i miłość jest w stanie zapełnić braki. Bo nie chodzi o to, by dziecko miało wszystko, czego zapragnie. A jeśli właśnie tak jest, to w ten sposób kreuje się postawy, przez które człowiek może uważać innych za gorszych, skoro nie mają tego, co mieć należy. A to jakie postawy mają nasze dzieci jest odbiciem naszych postaw (jeśli sam rodzic uważa, że dziecko MUSI mieć, „to co wszyscy”, bo będzie gorsze od nich, to czego wymagać od dzieci?) . Wiem, że są rodzice, którzy mówią „ja nic nie miałem, to moim dzieciom chcę dać wszystko”, jednak popadanie ze skrajności w skrajność nikomu nie służy. Według mnie  ważniejsze jest, by dziecko uczyło się od małego, że wartości człowieka nie wyznacza to, ile rzeczy ma, ale jaki jest w stosunku do innych. By umiało oprzeć swoją wartość na wewnętrznych atrybutach, a nie bajeranckich zabawkach i modnych ciuchach. Wiem, że to bywa bolesne, ale ta odrobina cierpienia przynosi dobre plony. Marzy mi się, by wychować dzieci na ludzi, którzy potrafią się cieszyć z tego, co mają, choćby było to niewiele. I dziękuję rodzicom, bo dzięki nim potrafię się cieszyć nawet małymi rzeczami.

*nie wiem dokładnie, jak się mają sprawy w Polsce, ale w Norwegii bardzo wiele dzieci ma sporo elektronicznych gadżetów

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

***

Comments 4

  1. „Ja jakoś przeżyłam” – a jakoś ubyłoby ci, gdybyś jednak ją dostała? Nam czasem ludzie wymawiają, że jak to tak, mieć rodzinę i nie kupować samochodu. Bo wszyscy mają. Albo dlaczego nie bierzemy kredytu mieszkaniowego, bo przecież wszyscy wzięli. No cóż, dzięki temu nie muszę odmawiać dziecku ipada, Barbie czy innych przyjemności wieku dziecięcego, choć akurat żadnej z tych rzeczy nie posiada, albowiem jesteśmy na etapie tabletu i kucyponków. 🙂

    1. Post
      Author
  2. Dwa lata temu pokonał mnie argument „bo wszyscy mają” i syn od Mikołaja dostał tablet. Wczesniej gdy budził się, przybiegał na „przytulanki”, teraz przebiega z pytaniem „czy mogę tablet”😓

    1. Post
      Author

      Oj właśnie zestaw dziecko + tablet trochę mnie przeraża, widzę często, że to uzależnienie (co tu dużo mówić, dorośli też mają problem z oderwaniem się od patrzenia w telefon), z którym później albo się walczy (łzy) albo się zostawia (i dzieci wsysa wirtualny świat). Ale to prawda, „wszyscy mają”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *