Bez kasy

Katarzyna Argentyna, Styl życia 0 Comments

Ostatnio wyszłam rano z domu bez portfela. Kilka razy w ciągu dnia chciałam kupić jakiś drobiazg i łapałam się za pustą kieszeń. Nie mogłam napić się kawy, żuć gumy, ugryźć kanapki. Spokojnie mogłam się obejść bez tych rzeczy, ale czułam się rozdrażniona. Przypomniały mi się czasy licealne, kiedy z tuzinem znajomych siedzieliśmy w knajpie przy dwóch colach. Wtedy to uczucie było mi bardzo bliskie. Teraz czułam się z nim nieswojo. To cholerne ograniczenie nie móc sobie pozwolić NA NIC.

Dzisiaj nie będę jednak pisać o biednych. Tylko o życzliwych.

Bo czasem nawet mając pieniądze można się poczuć podobnie. Tak było, gdy przekroczyliśmy granicę Chile z Argentyną i znaleźliśmy się w Mendozie, mieście wielkości Krakowa. Kierowca ciężarówki wysadził nas na przedmieściach. Wsiedliśmy do autobusu i poszliśmy do prowadzącego pojazd kupić bilety.

– Tylko w automatach – szofer nawet nie spojrzał w naszym kierunku.

A że mieliśmy jedynie kilka świeżych banknotów peso argentyńskich, nie mogliśmy kupić biletów w automacie, który przyjmował wyłącznie monety. Nagle wkroczyliśmy w świat, w którym wartość bilonu jest czymś niepojętym. W dużych argentyńskich miastach nie można po prostu iść z banknotem do kiosku, kupić paczkę gum do żucia i sądząc, że jest się cwanym, czekać na brzęczące monety wydane jako reszta. Znaczy czekać można, proszę bardzo. Ale sprzedawcy zwyczajnie odmawiają sprzedaży. Raz jeden zdarzyło nam się, że sprzedawca zgodził się rozmienić banknot – pod warunkiem, że damy mu monetę pochodzącą z naszego kraju. Usługa kosztowała nas dwa złote. Bilon potrzebny jest w środkach komunikacji; bez niego ani rusz.

Nie wiedząc jeszcze o tym wszystkim, prosiliśmy pasażerów w autobusie o rozmienienie banknotu. Każdy odmawiał. Aż tu nagle jakiś mężczyzna daje nam kilka centavos. Po nim kolejny robi to samo i w końcu las rąk wyciąga się w naszym kierunku. Każda z okrąglutką monetą. W ten sposób Argentyńczycy zrzucili się na nasze bilety. Gdybyśmy chcieli, dostalibyśmy jeszcze napiwek. Poczuliśmy się naprawdę dobrze przyjęci. (O otwartości Argentyńczyków przekonywaliśmy się wielokrotnie podróżując po ich ojczyźnie. Ludzie zapraszali nas do swoich domów, oferowali to, czego akurat potrzebowaliśmy. Wszystko z uśmiechem na twarzy).

Nie po raz ostatni nieznajomi miejscowi fundowali nam bilety w miejskim autobusie. Kilka lat później podobna historia przydarzyła nam się w Hanoi. Tam na ulicach dominują skutery i riksze. W centrum turyści stanowią sporą grupę wśród i tak już bardzo licznych mieszkańców wietnamskiej stolicy. Wszyscy nagabywani do znudzenia przez cały tabor transportowy. Z Kubą zdecydowanie wolimy przemierzać ulice o własnych siłach (w ramach rozsądku). Gdy chcieliśmy się dostać nieco dalej, postanowiliśmy skorzystać z miejskiego autobusu. Wykazaliśmy się niezłą umiejętnością komunikacji po wietnamsku, bo udało nam się wsiąść do właściwego autobusu. Co chyba zdarza się nielicznym turystom, bo wywołaliśmy sporą sensację. Wietnamczycy przyglądali się nam, jak gdyby nigdy nie widzieli Europejczyków, co w tym tłumnie odwiedzanym przez turystów mieście jest raczej niemożliwe. Leciwy pan chciał ustąpić mi miejsce, choć nie jestem aż tak stara. A gdy zjawił się bileter, nie zdążyłam wyciągnąć pieniędzy; już jakiś młody chłopak za nas płacił. Gest ten przyjęliśmy z wielkim uśmiechem. Odwzajemnionym.

Doświadczanie przejawów życzliwości poszerza serce. Pozwala przeżywać radość i pokazuje świat w odświeżonej, lekkiej wersji. Zwykłą życzliwość można nazwać po prostu „dobrymi uczynkami“. Pojawia się spontanicznie, płynie z serca, trafiając prosto w serce. Właśnie dlatego tak dobrze pamiętam osoby, które bezinteresownie pomogły, gdy byłam w opałach, lub czasem bez bliżej określonej przyczyny.

Myślę, że prawdziwie szczęśliwy może być tylko ten, kto daje szczęście innym. Nie wierzę w istnienie szczęśliwych samolubów. Mogą to być co najwyżej zadowoleni z siebie ludzie. A to nie to samo.

Dziś brakuje mi zdjęć, ale zapraszam na krótki film

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *