Be fit. Wchodzisz w to?

Katarzyna Styl życia 6 Comments

To wpis zwłaszcza dla zabieganych kobiet. Masz dzieci? Dom? Pracę? Zajęcia dodatkowe? Ja też. Dla niektórych oczywiste jest, że dbają o kondycję i zdrowie fizyczne. Dla drugich oczywiste, że tego nie robią. Bo przecież czasu nie ma (albo chęci).

Należę do tych pierwszych. Od liceum zawsze coś ćwiczyłam. Ale przyznam, że mimo wysiłków nie widziałam szczególnie rezultatów. Taki mięsisty, ale jednak pasztet… dobra, trochę przesadzam z samokrytyką tutaj, jednak nigdy nie byłam zadowolona z efektów.

Po urodzeniu pierwszego, a potem drugiego dziecka biegałam (czasem), pływałam (jeszcze rzadziej; kto chodzi z małym dzieckiem na basen, ten wie, na czym polega „pływanie” opiekuna). Chodziłam na ćwiczenia dla matek  z małymi dziećmi. Coś tam robiłam.

Gdy na świecie pojawił się trzeci maluch, a w planach wspólna podróż do Azji, wiedziałam, że powinnam się do niej przygotować, również fizycznie. Bo trzeba mieć kondycję, by pokonywać kilometry pieszo (właśnie tak najbardziej lubimy zwiedzać) z kilkumiesięcznym dzieckiem w nosidle. Samuel ważył już pewnie z 10 kg, a ja byłam jego głównym środkiem transportu. I tak pewnego dnia, dzięki Karolinie, która zawsze jest na bieżąco z wszelkimi nowinkami, w naszym domu zagościła Ewa Chodakowska. Bardzo popularna ze swoimi ćwiczeniami, które według mnie są mega skuteczne. Bo pierwszy raz w życiu zaczęłam dostrzegać faktyczne zmiany po ćwiczeniach. Ilość wkładanego wysiłku dość szybko przekładał się na upragnione efekty. A o to właśnie zawsze mi chodziło, jednak dotychczas nie umiałam tego osiągnąć. W dodatku zauważyłam jeszcze jedną, ogromną zaletę tych ćwiczeń: zaczęłam czuć się pewniejsza siebie, chodzić bardziej wyprostowana i akceptować odbicie w lusterku, wreszcie!

Gdy urodziłam czwarte dziecko myślałam, że już sobie odpuszczę ćwiczenia, wiele rzeczy straciło dla mnie znaczenie, w tym również to, jak wyglądam. Nie chciało mi się podejmować wysiłku od nowa (w ciąży nie ćwiczyłam). Po porodzie, który miał miejsce 8 miesięcy temu, czasem tylko biegałam i okazyjnie podskakiwałam jakieś ćwiczenia.  Jednak przemogłam się w końcu i zaczęłam, może z dwa miesiące temu, działać nieco systematyczniej. I znów dość szybko dostrzegam skuteczność podejmowanych wysiłków.

Dlatego zabiegane mamusie (i nie tylko mamusie) zachęcam Was do wspólnego działania. Nie mówcie „nie mam czasu”, zawsze można urwać pół godziny, choćby zamiast śledzenia mnóstwa nieistotnych wydarzeń na fb, czy posiedzeń przed telewizorem. Z tych działań zwykle nic nie wynika. Ja najczęściej ćwiczę, gdy dzieci już śpią. Jeśli Wam się nie chce, to trudno. Zostańcie przy starym, tylko proszę bez narzekania. A jeśli czasem myślicie, że fajnie byłoby coś zrobić, ale zwykle na myśleniu pozostaje, to działajmy. Bo naprawdę się da. Widać efekty. Jest siła. Z resztą niejedna z Was o tym wie.

Przez najbliższe 2 tygodnie postaram się ćwiczyć regularnie. Pięć razy w tygodniu. Jeśli chcesz się przyłączyć, a dopiero zaczynasz , niech to będzie trzy razy. Ale niech będzie! Dwa tygodnie, a potem sama zobaczysz, co dalej. Tak, mówię właśnie do Ciebie.

Są różne ćwiczenia i aktywności, każdy ma swoje ulubione. A jeśli ktoś chciałby spróbować ćwiczeń Ewy Chodakowskiej, a ich nie zna, to wydaje mi się, że dla osób mniej wysportowanych dobry jest Skalpel 1, dla tych, którzy lubią wysiłek i szybkie efekty – Killer. A moim ostatnim ulubieniem jest Skalpel 2, krótszy od Killera i trochę bardziej intensywny od Skalpel 1. Wszystkie te ćwiczenia można włączyć, kiedy się chce, bez potrzeby wychodzenia z domu, wydawania kasy na strój fitness i tracenia czasu na dojazdy. A jeśli mąż/partner jest na tyle ograniczony, że zamiast wspierać naśmiewa się z Ciebie, to powiedz mu raz: – Cwaniaczku, poćwicz ze mną.

Wspólne ćwiczenia są bardzo motywujące. Często tupiemy sąsiadom we dwoje.

Można Chodakowską lubić, lub nie, ale nie sposób się z nią nie zgodzić, gdy mówi „samo się nie zrobi”. W ogóle lubię jej wstawki motywacyjne, bo mają dość uniwersalne przesłanie.

Wchodzisz w to? Jestem z Ciebie dumna 😉

p.s.  Niedawno miałam okazję „zważyć się” na urządzeniu mierzącym proporcje wody, tłuszczu i mięśni w ciele. Nie jestem super wysportowana i ledwo co zmieściłam się w „przedziale fit (poniżej 22% tłuszczu). I jakoś dodało mi to energii. Chcę sprawdzić, czy przy intensywnych dwóch tygodniach coś może się zmienić. Choć tak naprawdę wiem to ja i wiesz Ty, że z każdym krokiem jesteśmy bliżej celu.

***

Jeśli tekst wydaje Ci się interesujący, daj mi o tym znać.

Możesz to zrobić:

dzieląc się swoimi przemyśleniami w komentarzu

udostępniając wpis znajomym

A jeśli lubisz czytać naszego bloga, polub nasz fanpage tutaj

Dobrego dnia!

***

Comments 6

  1. Super!! Chyba czekałam na te słowa. Mam 4 dziewczyny, dwie już dorosłe i dwie 7 i 5 lat ale że to mój drugi związek, co za tym idzie, dwie ciąże w dość pokaźnym wieku wiec, przytyłam po nich 35kg. Mieszkam w Norwegii od 8 lat, nie w wielkiej metropolii ale w szczerym lesie, gdzie na śniadanie wpadają łosie. Dwa lata temu postanowiłam sprawdzić kto to w ogóle jest Chodakowska, no i stało się, walczę do dzisiaj, chociaż tak jak mówisz, brakuje czasu i dopada rutyna, kopie się po tyłku i trenuje, w nocy, w południe, z uporem maniaka wyszukuje czasu na trening, chociaz to nie lada wyzwanie…dlatego, cieszę się że jesteś i że nie jestem sama..a już miałam zasiąść na kanapie;)) a tu taki wpis…dzięki i powodzenia

    1. Post
      Author

      I bardzo dobrze, nie siadaj, kanapa jest nudna. A nawet jeśli przyjemnie, ciepło i miękko się siedzi, to zupełnie bezowocnie. A tak jest satysfakcja, człowiek nie gnuśnieje. Trzymaj się, fajnie, że jesteś wytrwała. I dzięki, postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy 😉

    1. Post
      Author
  2. To ja powiem przewrotnie, że nie lubię sportu. Lubię pójść na spacer czy okazjonalnie pojechać gdzież rowerem, ale od ćwiczeń dostaję mentalnej wysypki. Wybieram opcję mniej żreć (zwłaszcza jeśli chodzi o śmieciowe żarcie) i dlatego nie muszę być fit. I tak zawsze byłam za chuda, niestety ciąża mi ani trochę nie pomogła utyć.

    1. Post
      Author

      Lavinko, o przewrotności zdążyłam się wielokrotnie przekonać 🙂 . A ja mam z kolei teorię, że po 30-tce to już ani grubość, ani chudość nie pomoże, bo grawitacja działa na wszystkich dość intensywnie. A propos roweru, myślałam, że jeździsz nałogowo?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *